Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bezmiar szarości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bezmiar szarości. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2019

#13.03.



Siempre estár juntos

     Kłótnia o pierdoły pojawiała się w wielu relacjach, czy to między rodzeństwem, małżonkami, partnerami biznesowymi, ale to, co działo się dzisiaj, mogło zamienić się w regularną wojnę.
     – Mecz! – krzyknęłam ze swojego pokoju, ściągając koszulę i przebierając się w koszulkę bez nadruku.
      – Film! – zagrzmiał ukochany z kuchni, gdzie właśnie rządził. –  Ej no, przez ciebie zgasł mi ogień pod garnkiem.
      – To ani trochę nie jest moja wina! – odpowiedziałam z trochę mniejszą siłą, bo byłam na korytarzu, skąd lepiej mógł mnie słyszeć. – Patrzymy na mecz!
       – Ale po co, jak Átletico już odpadło? Film!
       – Mecz! Bo trzeba wiedzieć, na kogo teraz postawić!
     Te przekomarzania trwały, kiedy wchodziłam do kuchni i stawiałam wodę, by móc nią zalać zieloną kawę, do której próbowałam przywyknąć, choć smakowała zupełnie niczym. Trwały również, gdy Vin wyjmował talerze, by na nie ułożyć porcje dzisiejszego obiadu – mówiłam już, że kocham połączenie indyka, brokułów i makaronu? Trwały, dopóki nie zakrzyknęłam dwudziesty raz: "Mecz!", a narzeczony uciszył mnie pocałunkiem. Pewnie trwałyby ponownie z nową siłą, gdybym go od siebie odepchnęła, ale tego nie chciałam. O wiele przyjemniejsze od kłótni było całowanie i urządzanie randki w domu. Coś mi mówiło, że po naszym ślubie, do którego zostało pięć tygodni, nic się nie zmieni. Że już zawsze, ale to zawsze będziemy razem.

      W obietnicy "i nie opuszczę cię aż do śmierci" kryje się coś, co może nie być gwarancją. No bo skąd człowiek może wiedzieć, że jego miłość nie minie lub czy też nie pokocha kogoś innego? Ta składana przysięga jest pewnym zobowiązaniem, które może przerosnąć. Czy ja, która niedługo wyjdzie za mąż, nie boję się, że nie zdołam wypełnić tej obietnicy?
     Oczywiście, że się boję, jestem tylko człowiekiem, małżeństwo może mnie któregoś dnia przerosnąć. Ale kiedy nachodzą mnie takie myśli, spoglądam na mężczyznę, który pokochał mnie, nim na dobre mnie poznał, który od lat trwa u mojego boku i widzę po nim, że jest to możliwe i mnie również stać na to, by kochać go już na zawsze. Poza tym zależy mi, by być z nim i tylko z nim. Zawsze razem.
     Życzę ci, byś na swojej drodze również spotkał kogoś, kogo pokochasz tak mocno, a ta osoba to odwzajemni z tą samą siłą i nic nie zdoła was rozdzielić. Życzę ci, byś z ukochaną osobą być zawsze razem.

środa, 6 marca 2019

#06.03

Wyrzekając się... 

      Nie lubiłam tego, kiedy jednego dnia nakładało się na siebie wiele rzeczy, bo czułam wtedy, że mogę wszystkiemu nie podołać. I nawet jeśli zbiegła się data czegoś przyjemnego jak mecz z terminem święta kościelnego i corocznym rozpoczęciem wyrzeczeń – żegnajcie, ciastka i ciasteczka oraz słone przekąski i napoje gazowane – to już nie było ze mną dobrze, bo wystawiono mnie na próbę.
     To dlatego nawet nie zaszłam po powrocie z pracy do kuchni, gdzie rodzeństwo szykowało małą wyżerkę na wieczór, a ulokowałam się w łóżku, popełniłam wpis na bloga i zaczęłam czytać książkę, która od miesiąca czekała, aż wezmę ją do ręki. Obiad mogłam sobie darować, w końcu przyszedł czas umartwiania się.

      Wyrzeczenie. Zrezygnowanie z czegoś, co sprawia przyjemność, na rzecz umartwienia się. Można by powiedzieć, że tylko idiota zgodzi się sam na jakieś wyrzeczenie, ale i mnie się to zdarza. Jest to podyktowane względami religijnymi, ale nie zostało mi narzucone – sama się na to zdecydowałam, kiedy miałam już na tyle dużą świadomość, że to zapewni mi dotarcie do Nieba.
     Po latach stwierdzam, że nie tylko religia mną kieruje, kiedy decyduję się na wyrzeczenia i na okres siedmiu tygodni wyrzucam pewne produkty spożywcze ze swojej diety, ale też troska o zdrowie. Bo choć nic poważnego mi nie dolega, to taki świadomy detoks dobrze na mnie działa, mój umysł też staje się jakby jaśniejszy, a ja bardziej produktywna. Jeśli za wyrzeczeniem idą jakieś plusy, to czy jest ono czymś niszczącym radość życia? W moim przypadku niekoniecznie.
     Życzę ci, byś także umiał dostrzec tę jasną stronę wyrzeczeń. To, że z czegoś rezygnuję, może przynieść coś dobrego, czy to dla mnie, czy to dla innych.

     Nim zaczął się mecz PSG z Manchesterem United, a do nas zawitali znajomi, coby pokibicować przy kolejnym meczu jednej ósmej finału, byłam na tyle głodna – dwa małe posiłki były dobre, ale małe – by jednak przejść do salonu i może nie chwycić za chipsy, bo ich również się dzisiaj wystrzegałam, ale za małą kanapeczkę, których przygotowaniem zajęła się Chloe. Z białym serkiem i ogórkiem były tym, co bardzo lubiłam, wgryzłam się więc w jedną ze smakiem. Usiadłam obok Vincenta, bo tylko tam zostało wolne miejsce.
     Czułam, jak wszyscy się na mnie patrzą. Trudno było powiedzieć, czy chodzi o to, co jem, czy to, gdzie siadam. Nie miałam nic przeciwko temu, że ukochany otoczył mnie ramieniem. Bez słów zaczęliśmy oglądać kolejne starcie w dwumeczu, a poza naszymi współlokatorami nikt nie poszedł w nasze ślady.
     – Powiedz, stary – odezwał się jeden ze znajomych, ten sam, który w wakacje uznał, że coś musiałam zrobić Vinowi, bo ten znalazł dla siebie samotne miejsce na dachu, a ten po prostu czekał, by wyznać mi miłość – nie uważasz, że ślub z Tanią będzie dla ciebie sporym wyrzeczeniem?
     Oczywiście, że wiedzieli, co się wydarzyło. To dlatego jedna koleżanka oficjalnie oznajmiła, że nie będzie przychodziła już na mecze; dotarło do niej, że raczej nie ma szans u mojego najlepszego przyjaciela. Ale nie sądziłam, że poza nią ktoś źle zareaguje na tę wiadomość.
     Vincent rzucił mu przeciągle spojrzenie.
      – A niby dlaczego miałbym się czegoś wyrzec?
      – No na przykład takiego oglądania meczu – zauważył znajomy. – Myślisz, że jako mąż będziesz mógł je sobie bezkarnie oglądać?
      Walijczyk mocniej mnie do siebie przytulił, wyczuł, że zrobiło mi się przykro.
     – A co robię teraz? – zapytał. – Oglądam mecz w towarzystwie kolegów, a moja przyszła żona siedzi obok i również mi w tym towarzyszy. Jeśli tak będzie nadal, to ja się tylko mogę cieszyć.
     Wyglądało tak, jakby kumpel chciał dodać coś więcej, ale powstrzymał się pod spojrzeniem Vincenta. Byłam wdzięczna narzeczonemu, że tak zareagował, przyrzekłam też sobie, że nie pozwolę, by kiedykolwiek czegoś się wyrzekał z mojego powodu. Chciałam, by się realizował. Jego szczęście było tym, czego potrzebowałam, by sama być szczęśliwą.

środa, 27 lutego 2019

#27.02.

     

Jestem z tobą

      - Może jednak ta z poprzedniej strony?
     Jeśli było coś, co uwielbiałam w ostatnim czasie, to wideokonferencje z mamą i Luną na Skype'ie, kiedy we trzy, a czasami i w czwórkę, kiedy Chloe znalazła na to czas, przeglądałyśmy katalog z sukniami ślubnymi. Było przy tym dużo zastanawiania się, ale też i śmiechu, kiedy siostra specjalnie wynajdywała kreacje, których nigdy bym nie założyła, bo takie były komiczne. Miło spędzało mi się czas w ten sposób, pozwalało również odetchnąć po pracy, do której wciąż się przyzwyczajałam.

     Wsparcie. Coś, czego potrzebuje każdy człowiek, by zdobywać swoje cele, spełniać marzenia. Za sukcesami wielkich osób zawsze kryje się ktoś jeszcze, kto choćby małą radą sprawił, że ta wielkość została osiągnięta. Człowiek jest niemalże w każdym przypadku pewien, że wsparcie odnajdzie w swojej rodzinie.
     Jak wiadomo, w życiu bywa różnie, ale akurat ja mogą polegać na wsparciu zarówno rodziców, jak i trójki mojego rodzeństwa, którzy zawsze są ze mną i kiedy poznają moje plany, prędzej mi kibicują, niż starają się sprowadzić na ziemię (jedynie co do mojego narzeczeństwa nie mieli żadnych uwag, nie zaczynali żadnej dyskusji - po prostu wcześniej czyli, za kogo powinnam wyjść za mąż, niż ja to zrozumiałam). Mogę oczekiwać słów wsparcia lub też porządnego kopa w zadek, kiedy szukam wymówek, zamiast robić to, co trzeba, i za to jestem im potwornie wdzięczna. Cieszę się bardzo, że akurat te osoby są moją rodziną, nie zamieniłabym ich na nikogo innego.
     Życzę ci, byś również mógł w każdej chwili liczyć na czyjeś wsparcie. Nie jesteś robotem, warto mieć kogoś, kto zapewni poczucie bezpieczeństwa, do kogo będziesz mógł się zwrócić, gdy tylko coś pójdzie nie tak, i otrzymać to, co pozwoli stanąć znowu na nogi.

     Wertowanie kolejnego katalogu mogło przynieść więcej śmiechu, ale też i coś spektakularnego, co przykuje uwagę każdej z nas.
      - A może ta?
      Wystarczyło, że mama wskazała tylko dłonią, jedno spojrzenie, a ja już byłam zakochana.
     - Jestem pewna, że Vincent padnie, jak cię w niej zobaczy - zawyrokowała Luna, a ja niemalże podzielałam jej zdanie.
     Oto znalazłam suknię, w której wiedziałam, że będę czuła się dobrze. Mój ślub mógł zacząć więc zbliżać się większymi krokami. 

środa, 20 lutego 2019

#20.02.


Tú eres mi sol

Nie powinien się dziwić, że siedzę przy stole z naburmuszoną miną, raczej powinien zacząć mnie przepraszać, bo to przez niego miałam taki zły humor.  Zamiast zaprezentować się dobrze na rozmowie kwalifikacyjnej, coby od początku marca mieć nowe źródło dochodu, cały czas martwiłam się tym, że mój kark pachnie męskimi perfumami, bo mój narzeczony musiał mnie wypsikać, nim wyszłam. Nie widziałam, jak wypadłam na samej rozmowie, nawet nie byłam pewna, czy będą do mnie dzwonić w sprawie kolejnych kroków rekrutacji, po prostu byłam zła, bo nie skupiłam się na tym, na czym powinnam.
To dlatego nie uśmiechnęłam się, kiedy Vin postawił przede mną kubek z parującą kawą.
- Proszę, słońce moje. Na zdrowie.
Nie sięgnęłam po naczynie, wolałam tkwić w swoim fochu, ile się tylko dało.

W swoim życiu na pewno macie osoby, które - cokolwiek by nie zrobiły - nie wkurzą nas na poważnie. Nawet kiedy perfumy tej osoby bez naszej zgody pojawią się na naszej skórze, damy radę to wybaczyć, choćby zniszczyło humor na jakąś część dnia. Czy warto trzymać taką osobę blisko siebie? Nie wiem, czy nie jest to zbyt ryzykowne, ale swojej takiej osóbki nie potrafię wyrzucić ze swojego życia.
Taka osoba może być po prostu słońcem dla naszego życia. Tak wolę to odbierać - mam przy sobie kogoś, kto samym swoim pojawieniem się tuż obok odgania złe myśli i sprawia, że wszystko wygląda lepiej. A ja osobiście wolę, by moje życie było bardziej różowe niż szare. Nawet jeśli szary to jeden z moich ulubionych kolorów.
Życzę ci, byś w swoim życiu też miał taką osobę, która mogłaby być twoim słońcem; z nią będzie ci po prostu lepiej. Zaufaj mi, u mnie się to sprawdza.

Czekałam, aż narzeczony również usiądzie przy stole obok mnie, i będę mogła chwycić go za rękę. Mężczyzna uśmiecha się, kiedy to robię, pije kawę i kreśli kciukiem kółka na mojej dłoni.
Było to bardzo przyjemne, pozwoliło mi się odprężyć.
Vincent był moim słońcem. Wiedziałam, że mimo wszystko, co może się wydarzyć, będzie kimś, kto zawsze poprawi mi humor, odgoni ciemne chmury nad głową i pozwoli mi trzymać się podłoża, kiedy w życiu pojawi się lawina. I że to będzie zawsze jeden z największych skarbów w moim istnieniu.

środa, 13 lutego 2019

#13.02.



You'll see my fly

      Było coś magicznego w lataniu samolotem, co urzekało mnie od pierwszego razu, kiedy miałam sposobność za dziecka poruszać się tym środkiem transportu. Uwielbiałam patrzeć przez okno na świat pode mną, który zdawał się być mniejszy, ale wciąż zaskakiwał swoją wielkością. Nic dziwnego, że znając doskonale moje upodobania Vincent zarezerwował dla mnie akurat miejsce przy oknie. Musiał się przy tym liczyć z tym, że będę poświęcała mu mniej uwagi, skupiając się za to na widokach
      – A myślałem, że moja przystojna twarz będzie tym, co będziesz chciała oglądać – wymamrotał pod nosem, kiedy od prawie godziny unosiliśmy się w powietrzu, pokonując kolejne kilometry. – A ty tylko przez to okno patrzysz.
       Chwyciłam go za dłoń i ścisnęłam ją mocno.
      – Dziękuję, że to dla mnie robisz
      Wzruszył ramionami, nadal z naburmuszoną miną.
       – Spoko, nie ma sprawy.


      Wydawać by się mogło, że ludzie wokół nas mogą mieć na nas wpływ, tylko gdy będziemy tego świadomi. Okazuje się, że inni będą starali się przybliżyć nam niebo, nic o tym nie mówiąc, a drobnymi gestami zbliżając właśnie do nieba, którym może być jakiś cel, plan czy marzenie. Robią coś, co pomoże nam wejść na wyżyny, by później oni mogli patrzeć, jak w swoim spełnieniu wysoko latami.
     Mnie spotkało to teraz, tuż przed Walentynkami. Pewnie znowu popełniłabym jakiś romantyczny wpis, jak miało to miejsce w latach poprzednich, ale obecnie jestem w związku z kimś, kto pozwala mi – mimo że naprawdę znamy się gość długo – pokazuje mi zupełnie inne, często nowe, perspektywy i punkty widzenia na wiele spraw. Dzisiaj, gdybym miała pisać o miłości, nie perorowałabym w swoich zdaniach o tym, że jak jest miłość, to muszą być kwiaty i tulenie się do siebie w nocy plus jakieś drobne sprzeczki. Dzisiaj, gdy mam okazję, mogę napisać, że miłość to właśnie sprawianie, by osobą, którą kochany, mogła zacząć latać, spełniać się i być szczęśliwa. Bo moje szczęście zależy od szczęścia drugiej osoby. W miłości występuje egoizm, ale dopóki jest on pozytywny, to mogę pozwolić mu istnieć.
      Życzę ci, byś również umiał nauczyć się, że masz wpływ na to, czy ktoś zdoła latać, przekroczy granicę, za którą będzie szczęśliwy i ty również podzielisz ten stan. Naprawdę mamy taką moc, by inni dzięki nam latali, musimy tylko odkryć w sobie tę umiejętność.


     Pochyliłam się ku policzkowi mężczyzny i ucałowałem go, na co Vin spojrzał na mnie i zmarszczył czoło.
      – Chcesz czegoś jeszcze?
     – Powiedzieć ci, że cię kocham i strasznie się cieszę, że będziemy małżeństwem.
     Każdy dzień przybliżał nad do tej skromnej uroczystości, naprawdę czułam podekscytowanie.
      – Ja też cię kocham. I cieszę się, że mogę odwiedzić twoją rodzinę i powiedzieć im, że jesteś moją narzeczoną. – Odniosłam wrażenie, że trochę się zmieszał. – Tak właściwie to ten lot miałem zaplanowany już na początku czerwca – to cholernie wcześnie, przemknęło mi przez myśl – tylko wtedy wycieczka miała wyglądać inaczej. To na plaży w Belize chciałem wyznać ci miłość. Teraz może mi być tylko wstyd, że zrobiłem to na dachu pensjonatu.
    Tylko Vincent potrafił doprowadzić moje serce do tego, by biło tak szybko. Był moją bratnią duszą od tak dawna, nie spodziewałam się, że poza tym, jak świetnie mnie zna, będzie dla mnie aż tak dobry i chciał przychylić nieba.
     Nie chciałam, by wzruszenie za mocno chwyciła mnie za gardło, przysunęłam więc twarz jeszcze bliżej i pocałowałam ukochanego lekko w usta.
     - Nie żałuj – poradziłam mu. – Ja też się cieszę, że lecimy do mnie z zaproszeniami. Będą się cieszyć, że w końcu coś między nami ruszyło.
      Mężczyzna się zaśmiał.
      – Czyli twoi rodzice od razu widzieli we mnie zięcia, a dalsza rodzina już miała mnie za jej członka?
     – Dokładnie. Tak więc teraz nie masz szans, by przed nami uciec. Godzisz się na to?
       – Godzę się na wszystko, jeśli tylko będę mógł być z tobą.
      Wspaniałe było być kochaną i kochać. Te Walentynki szykowały się na naprawdę wspaniałe. I niczego więcej na razie nie chciałam.

środa, 6 lutego 2019

#06.02.




     How could I ask for more?

     Nie mogłam patrzeć na to dłużej. Bo nieważne, ile razy zerkałam w dół, nie byłam w stanie uwierzyć w to, co widzę, a obecność Vincenta sprawiała, że moje uczucia były jeszcze bardziej mieszane. Spojrzałam na mężczyznę, a on uśmiechnął się do mnie promiennie niczym dziecko, które dostało dużego lizaka, o którego prosiło przez naprawdę długo czas.
Cholera, jak mogłam prosić życie o coś więcej, skoro miałam już tak wiele?

     Czasami wydaje się nam, że życie nas nie rozpieszcza. Czasami zaś zastanawiamy się, czy jeszcze mamy prawo prosić o więcej, kiedy już dostajemy więcej, niż chcieliśmy, niż o więcej prosiliśmy? Nie wiem, czy to prawo mamy, ale w chwili, kiedy pojawia się szansa - czy jej nie wykorzystamy? Nie lubimy żałować, więc prosimy o więcej, niekoniecznie zawsze dobrze na tym wychodząc.
     Ale to takie ludzkie - skoro jestem człowiekiem, czy nie mogę pragnąć inaczej niż inne istoty? Czy powinnam jedynie opierać się na najważniejszych potrzebach, nie myśląc przy tym o czymś więcej, co pozwoli mi na samorealizację? Wydaje mi się, że każdy z nas powinien sam postaram się znaleźć odpowiedzi na te pytania, nie naginając przy tym rzeczywistości do własnego widzimisię. Byle nie wpaść w błędne koło czy popadać w skrajności, bo to może być zgubne.
     Życzę ci, byś umiał dostrzec szansę, kiedy możesz poprosić o więcej i wykorzystać go, nie zapominając przy tym o potrzebach i szczęściu innych.

     Co mi pozostało? Mogłam jedynie przytulić się do ukochanego i morzem pocałunków pocałować mu za to, że dostałam więcej, niż bym potrzebowała, a bilety do Belize leżały na stole, czekając na to, by w Walentynki zabrać mnie w moje strony.

środa, 30 stycznia 2019

#30.01.



Do I look lonely?

     Gdybym nie miała tego, co mam i nie mogła o tym mówić, pewnie spotkałoby mnie w pociągu to samo, co dziewczynę, która nim ze mną wracała ze stolicy. Zajęła miejsce szybciej niż ja, na ukos ode mnie, i przez większość drogi wpatrywała się w okno, jakby czegoś za nim szukała. Była cicha, wręcz nieobecna, a ciemne ubrania sprawiały, iż wyglądała na kogoś żałobie. Może właśnie to sprawiło, że mijający ją, niewiele od niej starszy chłopak zapytał, dlaczego wygląda na samotną.
     Nie przysłuchiwałam się jej odpowiedzi, ale zaczęłam się zastanawiać, czy ja także mogę tak wyglądać w oczach innych? Kolory mojej kurtki, swetra i spodni również nie należały do najjaśniejszych, właściwie jedynie jasne były moje trapery. Ale czy to o czymkolwiek świadczy, co siedzi mi w głowie? W chwili obecnej jestem szczęśliwsza, niż byłam kiedykolwiek wcześniej, wydaje mi się, że widać moją radość z życia wypisaną na twarzy, nawet jeśli też wyglądałam przez część podróży na zewnątrz. Miło, że kogoś zainteresowało, czy wszystko w porządku, ale czy czasami nie idziemy ze swoją oceną za daleko?
     Życzę ci, byś nie tylko dostrzegał innych i ich potrzeby, ale przy tym nie bawił się w jurora czyjegoś życia, bo możesz się nieźle omylić. 

      

środa, 23 stycznia 2019

#23.01.



Am I the best you ever had?

      Nie chciałam tu przychodzić z wiadomych powodów, więc unikałam tego miejsca jak ognia, ale w chwili, kiedy zabrakło jednego składnika, by przyrządzić niesamowicie pyszną kolację, a jedynymi domownikami byłam ja i Chloe, która ową kolację szykowała, musiałam się przemóc i zaoferowała, że przejdę się do najbliższego sklepu, by owego zakupu dokonać. Nawet jeśli oznacza to potencjalne spotkanie z Aidenem, którego to spotkania chciałam uniknąć, bo mimo że w moim życiu za sprawą pewnego przystojnego mężczyzny układało się rewelacyjnie, tak że lepiej być już chyba nie mogło -–chyba po raz pierwszy naprawdę się w kimś zakochałam i kogoś kochałam tą miłością, której nic nie powinno ruszyć – to i tak wiedziałam, że na jego widok wrócą do mnie wspomnienia naszych spotkań, a to może zaboleć.

      Uzbroiłam się w swoją tarczę, przybrałam na twarz obojętność, ale to nie mogło zmienić faktu, że nie jestem władcą świata, nie mam nad nim kontroli, a jeśli obawiam się, że coś się wydarzy, zadziała prawo Murphy'ego i się wydarzy. I to nawet, kiedy będę już przy kasie, a myślami z powrotem w domu.
      – Daj mi szansę – perorował za mną Aiden, który nadal tu pracował i na moje nieszczęście miał akurat tą zmianę razem z kolegą, który poprzednim razem mnie ostrzegł. Teraz kolega również nie miał za ciekawej miny, wyglądał na kogoś gotowego wzywać policję, jeśli zajdzie taka potrzeba. A to było dla mnie pewnym pocieszeniem. – Spróbujmy jeszcze raz, dla ciebie się rozwiodę! – Czyli wciąż jest mężem i ojcem. Nie było mowy, bym nawet pomyślała o tym, by do niego wrócić. Nie odwróciłam się do niego, by coś odpowiedzieć, a tylko wyciągnęłam rękę, by otrzymać resztę należności. – Zobaczysz, tym razem będzie nam ze sobą dobrze!
    Zacisnęłam zęby. Nie chciałam mieć do czynienia z tym mężczyzną, znajomość z nim najlepiej wymazałabym z pamięci.
     – No weź, Tania. Przecież jestem najlepszym, jakiego kiedykolwiek miałaś! Nigdzie nie znajdziesz kogoś takiego jak ja!

    Pewność siebie. Coś, co jest potrzebne, kiedy pracujemy z klientem czy to jako sprzedawcy, czy to jako couch lub terapeuta. Jeśli nie wierzysz w to, co robisz, i nie umiesz pokazać tego otoczeniu, zawodowo możesz nigdzie ni zajść, nie rozwijać się, a przecież człowiek powinien każdego dnia uczyć się czegoś nowego, by być też lepsza wersja siebie. Pewność siebie powinna być dobra cechą, która ułatwia nam życie w jakimś aspekcie, nie powinna jednak prowadzić do arogancji czy też narcyzmu.
      Dlaczego dzisiaj poruszam akurat taki temat, choć po głowie chodził mi kolejny z tych słodkich pomysłów, po którym można by poczuć się jak diabetyk? Bo, niestety, miałam styczność z kimś, kto w swej pewności siebie doszedł za daleko i próbował mi wmówić, że choć potwornie mnie skrzywdził, to przecież był najlepszym mężczyzną, jakiego w swoim życiu spotkałam i z jakim się spotykałam. Co z taką pewnością siebie miałam zrobić? Mogłam ją tylko ukrócić i sprowadzić gościa z powrotem na Ziemię, nawet jeśli musiałam być przy tym brutalna.
      Życzę ci, byś również ze swoją pewnością siebie nie poszedł gdzieś za daleko, a wciąż, będąc pewnym siebie, raczej zjednywał sobie ludzi, dostrzegając ich potrzeby, nie stał się za to kimś bezczelnym, bo raczej nie chcesz, by świat cię znienawidził. Prawda?

      Nie mogłam się powstrzymać. Nie musiałam patrzeć na Aidena, wystarczyło wystawić w jego stronę lewą dłoń, by dostrzegł pierścionek – mój największy skarb, jeśli chodzi o rzeczy materialne – i uświadomił sobie, że na niektóre powroty jest już zdecydowanie za późno.
      – A co to ma znaczyć? – krzyknął, a kobieta, która właśnie weszła do sklepu, wyglądająca na zmęczoną dniem spędzonym w pracy, spiorunowała go wzrokiem za takie zachowanie, nim zniknęła między regałami. – Hę? Co ty sobie wyobrażasz, Tania?! – Poczułam, jak dotknął mojego ramienia, by szarpnąć i obrócić mnie twarzą ku sobie. – Nie minęło nawet pół roku, a ty się przed ołtarz spieszysz? Co, czyżbyś zaciążyła z tym gagasiem, co z nim w jednym domu mieszkasz?!
      To był szczyt chamstwa, nic więc dziwnego, że miałam ochotę rzucić się na byłego chłopaka z pazurami.
      Nie musiałam jednak tego robić, bo jego kolega mnie wyręczył, uderzając go w potylicę i to wcale nie tak lekko.
      – Opanuj się! – Wrzasnął na niego. – Jak ty się zachowujesz, człowieku?! Sprawy prywatne załatwiaj poza pracą, a teraz spieprzaj na magazyn po towar. – Patrzył na Aidena uważnie. – Rozłóż wszystko, jak należy, a jutro nie przychodź, lecz szukaj nowej pracy. Nie mogę zatrudniać kogoś, kto jest tak bezczelny jak ty.
      Nie tego Aiden się spodziewał. Widziałam, że chce powiedzieć coś jeszcze, ale nie miałam ochoty tego słuchać ani nadal uczestniczyć w tej scenie, zakupy w końcu już zrobiłam, skierowałam się więc do wyjścia i opuściłam sklep, a za mną wybuchła awantura.
      Szłam do domu szybkim krokiem, starając się nie myśleć o tym, co działo się w lokalu, tak bardzo skupiałam się na tym, by nie odtwarzać w głowie krzyków Aidena, że nie zwracałam uwagi na nic, dopóki przed budynkiem pensjonatu prawie nie wpadłam na Vincenta.
      – Hej! - Przytrzymał mnie za ramiona, bo prawie wywaliłam się na lodzie ukrytym pod śniegiem. – Ostrożnie. Co się stało? – Błądził wzrokiem po mojej twarzy. – Nie wyglądasz za dobrze.
      Spojrzałam w jego granatowe oczy, czując, że do moich napływają łzy.
      – Aiden – wyszeptałam, nim wtuliłam się w ukochanego, a później powiedziałam mu, co się stało.
       – Cholera, zatłukę tego gnoja – wycedził, obejmując mnie mocno ramionami. – Przyrzekam, że zrobię mu krzywdę i...
       – Nie - zaprotestowałam. – Nie chcę, byś miał z nim do czynienia. – Widziałam, że chciał rzucić jakiś kontrargument, ale nie pozwoliłam mu na to. – To nie dotyczy ciebie, tylko mnie i jego. Z mojej strony sprawa jest zamknięta, wszystko skończone z jego winy, a skoro on tego nie rozumie, to tylko on ma problem, nie my. – Westchnęłam cicho w szyję partnera. – Nie pozwolę ci się w to angażować, nie możesz niczym ryzykować, zrozumiałeś?
       Obejmujące mnie ramiona tworzy fortecę, chroniły mnie przed całym światem, tworząc dla mnie miejsce bezpieczne, w którym nic mi nie groziło.
     – Skoro tego chcesz. – Poczułam wargi Vincenta na czole. – Posłucham cię. Ale nie mogę przyrzec, że nigdy nie zrobię mu krzywdy. Jak mógł pomyśleć, że jest najlepszym, kogo w życiu miałaś? Znam kilkunastu mężczyzn, którzy z pewnością byli w twoim życiu lepsi od niego.
       Coś przesadził z tą konkurencją, o jakiej mówił, ale zdołał poprawić mi nastrój. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego.
       – Dla mnie ważne jest to, że już wiem, kto jest dla mnie najlepszy.
       Na twarzy Walijczyka zagrał łobuzerski uśmiech.
       – Tak? A kto to taki?
       Droczenie droczeniem się, ale nie to było ważne. Ważniejsze było to, by wspiąć się na palce i pocałować tego, który zgarnął moje serce i czynił każdy dzień mojego życia pięknym czasem, który miał prawo trwać wiecznie.
       – Ty.
        Nie musiałam robić nic więcej, by otrzymać w zamian tę samą czułość. Naprawdę miałam już przy swoim boku najlepszą osobę, jaką mogłam mieć - taką, która szybko pozwoliła mi zapomnieć o nieprzyjemnościach i sprawiła, że wieczór nie upłynął mi w ciemnych chmurach, a radośnie i wśród ciepła, o którym kiedyś marzyłam. Vincent kolejny raz udowadniał mi, że chce być moim wyborem na zawsze, czyniąc to, co wychodziło mu najlepiej - będąc tuż obok, słuchając mnie, rozmawiając, rozbawiając, tuląc i całując. Miałam już swój lek na wszystko i żaden Aiden pracują w spożywczym na rogu nie mógł mi go odebrać. Nigdy.

środa, 16 stycznia 2019

#16.01.



Czas nie będzie na nas czekał...

      Wiedziałam, że uśmiechnie się z rumieńcem, wiedziałam, że doceni i przypomni sobie, co wydarzyło się ostatnio, kiedy upiekłam tort Czarny Las. Nic nie mogłam poradzić na to, że mój ukochany i jego siostra byli wielkimi fanami akurat tego samego wypieku, jednak mogłam dodać coś od siebie, by ten Vincenta się różnił. Miałam nadzieję, że Walijczyk zdoła to wyczuć i podziękuje w odpowiedni sposób.
      – Wiecie, że robię się już trochę za stary na takie wieczorki urodzinowe? – zapytał, a Nicholas klepnął go w plecy.
      – No co ty, stary, z pewnych rzeczy nigdy się nie wyrasta, a ta jest jedną z nich – wyjaśnił przyjaciel. – To co, wcinamy?
     – A może najpierw jakieś Sto lat? – odezwał się Matt zza swojej kamery, której nie mogło zabraknąć podczas tej małej uroczystości.
     Widziałam po narzeczonym, że cieszy go nawet taka wymiana zdań. Bardzo miło patrzyło się na niego, kiedy był szczęśliwy i to nawet w dniu, kiedy stawał się o rok starszy. Chciałam, by już zawsze tak wyglądał.

      Nie każdy dopuszcza do siebie myśl o przemijaniu. Nie każdemu podoba się to, że czas nie jest danym nam darem, który możemy kontrolować, nad którym możemy mieć choć minimalną władzę. Czas jest poza naszym zasięgiem, możemy mu się jedynie poddać i obserwować, co takiego z nami robi.
     Właśnie dzisiaj mogłam widzieć, jak jedna z najważniejszych dla mnie osób kończy kolejny rok życia, jak to na nią działa i jak ona sama w ogóle to przyjmuje. A że przez cały dzień uśmiech nie schodził jej z twarzy, mogę tylko powiedzieć, że zniosła to tak dobrze, jak ja chciałabym znosić. Chyba muszę ją poprosić, by mnie tego nauczyła.
      Życzę ci, by każdy kolejny dzień, miesiąc, rok życia nie był dla ciebie czymś przykrym, ale był darem – oto jesteś starszy, oto mogłeś doświadczyć wielu nowych rzeczy, czegoś się nauczyć, przeżyć coś niesamowitego. Czas może nie jest nasz, ale wciąż pozostaje darem. Nie zapomnij więc czerpać z niego, ile się da, i po prostu się cieszyć.

      Jakże przyjemnie siedziało się i oglądało, jak inni pałaszują tort, jak dzielą się opowieściami z życia Vincenta, starając się kolejny raz zawstydzić go wydarzeniami, które dawno minęły, pozostawiając po sobie jedynie ślad w pamięci. Miło patrzyło się na Najlepszego Przyjaciela, kiedy on sam był taki radosny, pogodny. Aż trudno było tego nie odwzajemnić.
      Gdy nadeszła pora, by obdarować solenizanta prezentami, czmychnęłam na chwilę do naszej sypialni, by z jednej z szuflad, które należały od jakiegoś czasu do mnie, wyciągnąć drobne, ładnie zapakowane pudełeczko kryjące w sobie niewielką rzecz, a o wielkim znaczeniu dla mnie.
      Moment, kiedy Vin wziął ją w ręce, wydawał się trwać bardzo długo, kiedy tak naprawdę był niecałą minutą, która przyniosła ze sobą jeszcze większy uśmiech mężczyzny i jeszcze większą radość.
      Co mu podarowałam? Drewniane obrączki,bo chciałam już teraz nosić coś, co będzie świadczyło, że należymy do siebie. Swoje serce. Mały rysunek, a pod nim datę i pytanie, na które Vincent musiał odpowiedzieć mi „tak”.
     „Co powiesz na nasz plan B*? Chcę cię porwać. Najlepiej na wieczność. Tylko czy chcesz zostać moim mężem w kolejną rocznicę naszego poznania?”.
      Dlaczego spytałam? Bo wstępnie zaklepałam termin. A Vin się zgodził, przytulając mnie do siebie i całując najwspanialszym pocałunkiem na świecie. 
      Więc będę jego żoną. Za trzy miesiące. Już się nie mogę doczekać.
_________________________________________________
*plan B – nawiązanie do tekstu I've never had someone napisanego na 83. tydzień #GPK; mówi on o tym, jak Tania i Vincent się poznali.

****

Niesiony wiatrem wśród wzgórz
I zimy -  królowej śnieżnej -
Całuje mnie jak swoją
Oblubienicę, najsłodszą, najmilszą.

środa, 9 stycznia 2019

#09.01.



Time to say goodbye

     – Będziemy tęsknić! – Okrzyki niosły się za mną, kiedy schodziłam na pierwsze piętro biurowca, do którego jutro nie musiałam już wracać, bo oto zaczynałam nowy etap w życiu. – Daj znać, jak będziesz wychodziła za mąż!
     No tak, bo to było takie ważne dla moich byłych już współpracowników. Nie to, że po trzech latach odchodzę, by popracować nad swoim zdrowiem psychicznym i zająć się czymś mniej stresującym.
     Posłałam ostatnie uśmiechy, pomachałam dziewczynom na recepcji, skinęłam głową Joe'emu z ochrony i pchnęłam ciężkie drzwi.
      Wolność. Tego mi właśnie teraz było trzeba.

     W życiu każdego z nas przychodzi ten moment, kiedy należy powiedzieć: do widzenia! i ruszyć dalej, by móc się rozwijać. Taki czas nadszedł właśnie w moim życiu.
     Czy boję się tego, że porzucam to, co znane i w miarę bezpieczne, by chwycić za jakąś nowość? Może. Ale jestem również podekscytowana, bo wiem, że walczę o siebie i swoje szczęście w życiu. Nie wiem, czy wszystko, co sobie zaplanowałam, się powiedzie, ale jestem dobrej myśli, bo mam wsparcie w ludziach wokół siebie.
     Życzę ci, byś także umiał – w momencie, kiedy się taki pojawi – umiał powiedzieć pewnym rzeczom: do widzenia! i ruszył przed siebie, by się rozwijać. Bo nikt nie zrobi tego za ciebie.

     Vincent czekał przed zaparkowanym samochodem z małym bukietem kwiatów i uśmiechał się do mnie, jakby była to najprostsza rzecz na świecie.
     – Płakali? - zapytał, kiedy się zbliżyłam.
     - Nie i nawet na to nie liczyłam. Choć dostałam mały prezent. – Na potwierdzenie uniosłam rękę i pokazałam ozdobną torebkę.
     – Ukochany przytulił mnie do siebie, starając się nie pognieść kwiatów.
     – Jestem z ciebie dumny, że się na to odważyłaś.
     Wzruszyłam ramionami w jego objęciach.
      – To nie było takie trudne.
      Pocałował mnie w czoło.
      – A teraz i tak będzie łatwiej. Chodź, wracajmy, Chloe czeka na nas z ciastem.
      Może kiedyś zatęsknię za tym biurem, może nie. Wolę jednak patrzeć w przód i mysleć o tym, co przyniesie mi przyszłość, kiedy chwycę byka za rogi i zawalczę o siebie. 

środa, 2 stycznia 2019

#02.01.



Nie postanawiaj - planuj

     Kartka - odpowiednio zapisana, w różnych kolorach, ale bardzo przejrzysta w swej treści - zawisła na jednej stronie drzwi w pokoju Vincenta, gdzie tak dobrze mi się mieszkało, a ja mogłam wrócić do słodkiego leniuchowania przerwanego ośmioma godzinami w pracy. Bo powrót do stałego rytmu jeszcze nie był mi w głowie.

      Co roku słyszymy to samo, te same hasła reklamowane są jako najlepsze, by stać się noworocznymi postanowieniami. Bo jak to niesie wieść na świecie - "nowy rok, nowa ja". Będąc nastolatką, też przyklaskiwałam temu wyrażeniu, teraz mam do tego inne podejście. I jest ono zdrowsze dla mojej głowy.
      Nie robię postanowień, dokonuję wpisu planów na najbliższe dwanaście miesięcy z podziałem na te, które uda się zrealizować małym nakładem sił i finansów, średnie o odpowiednio większym nakładzie tych dwóch przymiotów i te największe, które może wiele mi zabiorą, może czasem zirytują, ale kiedy zaistnieją, dadzą mi najwięcej przyjemności. Wiem przez to planowanie, co muszę robić, by dojść do wyznaczonych celów, nie czuję też na sobie zbyt dużej presji, bo mogę spokojnie obserwować, jak wykonuję kolejne kroki i ekscytować się, kiedy coś osiągnę. Dzięki planowaniu mogę się realizować, a to jest dla mnie dość ważne.
     W swoim planowaniu nie zapominam o najbliższych i rodzinie, wszelkie wyjazdy w odwiedziny również biorę pod uwagę. Przez to kartka, na której wszystko planuję, jest dość spora, ale cóż - nie dostałam zgody, by wykorzystać ścianę do pisania. Chyba muszę być bardziej stanowcza następnym razem.
    Życzę ci, byś umiał nie tylko tworzyć dla siebie postanowienia - lub też ściągał je z sieci - ale też planował się, bo uwierz - widząc swoje postępy w dążeniu do celu, naprawdę będziesz czuł się lepiej i zobaczysz, że jesteś w stanie coś zrobić. Jesteś wspaniały, tylko to sobie pokaż.

     - Skończyłaś wreszcie? - dobiegło mnie pytanie od strony łóżka, kiedy wpis pojawił się na blogu. Obróciłam się na krześle i uśmiechnęłam do narzeczonego.
     - Skończyłam.
     - No to chodź wreszcie do mnie.
     Nie musiał mnie namawiać. W nowym roku weszłam objęta przez te ramiona, moje usta przyjmowały pocałunki Vincenta, teraz planowałam, by takie wchodzenie w nowy rok się powtórzyło i powtarzało, aż świat się nie skończy. 

środa, 26 grudnia 2018

#26.12.




I once was lost but now I'm found

     Uwielbiałam spacerować, kiedy wszędzie leżał śnieg, zwłaszcza po miejscach, które doskonale znałam. Dzisiejszego jednak popołudnia pozwoliłam sobie zabłądzić w mieście, gdzie osiedli moi rodzice chwilę po tym, jak wyjechałam do Walii na studia, i gdzie nadal tak wiele pozostawało dla mnie tajemnicą.

      Kiedyś, dawno temu, zabłądziłam wśród bagien. Nie zrobiłam tego specjalnie, w swoim zamyśleniu zawędrowałam znacznie poza obszar zamieszkania. Czy się bałam? Tak, w końcu byłam kilkuletnim dzieckiem. Na szczęście mnie odnaleziono, w czym sama pomogłam, pozostając tam, gdzie dotarłam, dzięki temu stanowiłam najdalszy punkt poszukiwań.
      Dlaczego o tym piszę pod koniec tego świątecznego czasu? Bo czasem o tym zapominamy 
– by pozwolić sobie zagubić się w tym spieszącym wszędzie i donikąd czasie, by pozwolić komuś nas odnaleźć, kiedy powinien. Zmierzamy z jednego wytyczonego miejsca w drugie, tak rzadko zbaczamy z obranego kursu, przez co tak wiele nie dostrzegamy, bo wiele rzeczy jedynie majaczy nam przed oczami, nie pozwalamy sobie zejść ze ścieżki i doznać czegoś być może nowego. Nawet w święta często jedynie wmawiamy sobie, że właśnie odpoczywamy, kiedy tak naprawdę nadal pędzimy w wyścigu ku końcowi. A może warto zmienić to pod koniec roku i pozwolić sobie na małe zagubienie nawet między regałami podczas wyprzedaży?
      Życzę ci, byś umiał zwolnić i zgubić się bez obawy, że zaginiesz 
– nadal będziesz istotny dla świata i ktoś z pewnością cię znajdzie. Dla świata jesteś ważny, nie zapomnij tylko być ważnym również dla siebie i to nie tylko od święta.

      – Tutaj jesteś.
       Wiedziałam, że mnie znajdzie. Uśmiechnęłam się, kiedy objął mnie od tyłu ramionami i przytulił do siebie. Staliśmy wpatrzeni w rozświetloną choinkę, zagubieni w miejscu, które nie było nasze, ale pozwoliło stać się nim na ten jeden krótki moment. Zagubieni w przestrzeni, zaklinający czas, będący razem. Tego popołudnia nic więcej nie chciałam.

środa, 19 grudnia 2018

#19.12.



Time to drink tea

     Zapach przyprawy korzennej i goździków unosił się po całej kuchni, a sok z pomarańczy ściekał mi po palcach, kiedy kroiłam owoc, by dodać go do herbaty.
       - Długo jeszcze będziemy czekać? - zapytał zniecierpliwiony Nick, wsadzając głowę do kuchni.
      Gdzieś za mną z piersi Vincenta układającego pierwszą porcję świeżych pierników na talerz wyrwało się głośne westchnięcie, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
       - Daj nam pięć minut, zaraz przyjdziemy.
      Z nowymi informacjami współlokator mógł wrócić do salonu, gdzie czekali także Matt i Chloe, a ja razem z partnerem mogłam wrócić do dokończenia swojej pracy.

      Każdy z nas potrzebuje chwili na odpoczynek. Ten przez człowieka może być różnie rozumiany i odbierany, każdy ma swój własny sposób na to, by się zregenerować po ciężkim dniu w pracy czy też stresującej sytuacji, byle tylko wrócić na odpowiednie tory. Odpoczywamy, bo bez tego z naszym zdrowiem psychicznym i fizycznym mogłoby być ciężko, a tego przecież nie chcemy.
     Tylko ilu z nas jest w stanie odpocząć przy samej tylko filiżance herbaty? Ja jestem i uważam to za jeden z lepszych sposobów. Wystarczy upić łyk tego liściastego, ciepłego napoju wzbogaconego o jakieś inne jeszcze dobra, a odpoczynek przychodzi sam. Picie herbaty, całą ceremonia jej parzenia sprawia, że się odprężam, część stresu mnie opuszcza, a ja nie przypominam już kogos, kto myśli o mordzie. Herbata stała się moim lekarstwem na ciężkie dni, a ostatnio kolejną rzeczą, która kojarzy mi się z grudniowymi wieczorami i pewnym panem, który jako jedyny potrafi dodać tyle goździków i imbiru, bym trafiła do nieba na Ziemi.
      Życzę ci, byś także umiał odpocząć nawet przy czymś tak banalnym jak herbata, bo jeśli tylko znajdziesz taką małą rzecz, zawsze będziesz w stanie odpocząć i nic nie będzie sprawiać, że zamienisz się w przestępcę.

      Z tacami wyładowanymi samymi dobrociami przeszliśmy do pokoju, gdzie czekała na nas reszta, by ten wieczór przed świętami, na które wyjeżdżałam do moich rodziców (gdzie Vin i reszta mieli dołączyć dzień po mnie), spędzić wspólnie jaki rodzina, którą stworzyliśmy lata temu i której nikt i nic nie mógł już zniszczyć. 

środa, 12 grudnia 2018

#12.12.



Only miss the sun 
When it starts to snow 

     Widziałam po jego minie, że nie jest zadowolony. Ale musiał znosić to, że chcę postać wśród wirującego śniegu jeszcze przez pięć minut.
     Westchnął, kiedy znowu wykonałam piruet na chodniku.
      - Boże, Tania, kocham cię z całego serca, ale czasami mam ochotę cię związać - wyznał, a mnie zrobiło się cieplej w okolicy serca. - Nie możemy już wracać?
     Wiedziałam, dlaczego tak mu się spieszy do domu. W przeciwieństwie do mnie nie lubił zimy, za każdym razem, kiedy spadał pierwszy śnieg, mój ukochany tęsknił za słońcem lata.

       Tęsknota za ludźmi to jedno, ale w naszym życiu istnieje także tęsknota za przedmiotami, miejscami, a nawet za sytuacjami. Niektórzy tęsknią za słońcem tylko wtedy, kiedy pojawia się śnieg. Niektórzy tęsknią za papierową książką, kiedy nagle w podróży pada im e-book. Niektórzy tęsknią za Meksykiem, bo ma najwspanialsze plaże, które teraz widzą jedynie na pocztówkach i zdjęciach w sieci.    Jest to zrozumiałe.
     Tylko ta tęsknota może szybko doczekać się zniknięcia - jesteśmy w stanie sprawić, że znowu będziemy w tym samym miejscu, pora roku też się zmienia, wyciągamy też wnioski i jesteśmy w stanie zrobić cost innego kolejnym razem. Jeśli mamy wpływ na tę tęsknotę, więc jeśli można, zróbmy coś, by tak nie tęsknić.
     Tego ci życzę - byś nie tylko tęsknił, ale też odganial tę tęsknotę, jeśli tylko możesz. Wtedy nawet śnieg nie będzie aż taką zmorą.

      Zbliżyłam się do Walijczyka, wspięłam na palce i musnęłam jego wargi swoimi.
      - Ja też cię kocham. Możemy już wracać.
      Vincent uśmiechnął się do mnie, chwycił za reke i splótł nasze palce.
      - To chodźmy.
     Przyjemny wieczór z ukochaną osobą - coś, za czym nie chciałam tęsknić. Chciałam mieć to na co dzień i miałam zamiar o to dbać każdego dnia.


środa, 5 grudnia 2018

#05.12.



We had just enough time

     Patrzyłam na niego, nie rozumiejąc zbyt wiele z tego, co właśnie mi oświadczył. Dopiero co wróciłam z pracy, gdzie znowu zaczął się młyn, bo koniec roku i święta za pasem, marzyłam o tym, by zjeść coś ciepłego, a on prawie od progu zarzucił mnie taką nowiną.
     Przełknęlam ślinę i podeszłam bliżej, ustawiłam się tuż za jednym z krzeseł w jadalni, nie odrywając wzroku od mężczyzny, które oświadczyny przyjęłam zaledwie cztery tygodnie wcześniej.
      - Jesteś tego pewien?
      - Oczywiście. - Uśmiechnął się do mnie w swój najbardziej uroczy sposób. - W końcu mieliśmy już dość czasu, by się na to zdecydować.

     Wiele w życiu się zdarza. Na wiele rzeczy mamy wpływ, jest jednak część, na którą go nie mamy. W przypadku tych drugich należy zmienić do nich podejście. Jeśli zaś o te pierwsze chodzi - niekoniecznie będziemy mogli zwlekać z pewnymi decyzjami w nieskończoność. Dlaczego? Bo może nam nie wystarczyć czasu.
     Możemy mierzyć czas według ustalonego porządku, ale nie możemy nad nim zapanować. Nie mamy wpływu nad nim, ale nad rzeczami, które dzieją się tu i teraz. Dlatego nie możemy ze wszystkim zwlekać, a decydować się, póki jest okazja lub jeśli dojrzało się wystarczająco do jakieś decyzji. Ja tak właśnie dzisiaj zrobiłam i wydaje mi się, że postąpiłam słusznie. Najbliższe tygodnie to pokażą.
     Życzę ci, byś - kiedy stwierdzisz, że miałeś wystarczająco dużo czasu - decydował się i nie czuł, że coś przechodzi mi przed nosem.

     Jego uśmiech mógł u mnie wywołać tylko jedną reakcję. Westchnęłam i pozwoliłam się przytulić, kiedy Vincent zjawił się tuż przede mną i objął mocno.
      - Czyżbyś miała jakieś wątpliwości?
      Jakże bym miała? Ukochany zaproponował, bym zamierzała z nim, w jego pokoju, w jego części domu, gdzie towarzystwem będzie jedynie Chloe, a nie będę się stresować odgłosami z pokoju Matta i Nicka. Pragnęłam być z Vincentem, jak długo to będzie możliwe, a budzenie się każdego dnia przy nim...
      - Nie mam. - Zadarłam głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy. - Mam się już pakować czy chcesz z tym jeszcze poczekać?
      Kolejny raz pocałował mnie tak, jakby chciał, bym zapomniała, jak się oddycha. Oddałam ten pocałunek, zanurzając się w nim, szczęśliwa i pewna, że będzie dobrze. Przy nim musi. 
      

środa, 28 listopada 2018

#28.11.



Should I stay?

      Patrzyłam na niego, kiedy nie cofał się, choć zamykałam drzwi. Tkwił w nich, a ja dobrze wiedziałam, o co zapyta.
      - Powinienem zostać? 

     Można nie wiedzieć, czy coś należy zrobić. Wtedy zachodzi się w głowę, jak postąpić. Szukanie odpowiedzi może być trudne, ale czy życie nie polega na szukaniu?
      Sami dla siebie jesteśmy ograniczeniem. Oczywiście, istnieją zasady moralne, etyka nakazując, jak działać, ale to od nas zależy, jakich działań się podejmiemy. Jestem zdania, że dopóki nikomu nie zrobimy krzywdy, możemy wiele zrobić. Na przykład pozwolić zostać ukochanej osobie w swoim pokoju, kiedy zapada zmrok. W końcu w tych ramionach jest mi bezpiecznie.
     Życzę ci, byś umiał stwierdzić, na co możesz sobie pozwolić, i działał. Najgorsze, to żałować w przyszłości, że się czegoś nie zrobilo.

     Z powrotem otworzyłam drzwi.
     - Powinieneś, jeśli masz plan na to, co chcesz tu robić.   
     Patrzył na mnie uważnie, wchodząc do środka. Zbliżył się, chwycił moją twarz w dłonie i pocałował mnie mocno, a ja już wiedziałam, że powinien zostać przy moim boku już na zawsze. 

środa, 21 listopada 2018

#21.11.



But I am only human

    Wiedziałam, że będzie niezadowolony, ale co mógł poradzić – zamknąć mnie siłą w domu i wypisać zwolnienie, bawiąc się w lekarza od chorób duszy? Mało prawdopodobne. Jedynie teraz mógł się mną zająć i narzekać na to, że nie powinnam w ogóle wychodzić do pracy z gorączką i jakże mogłam zrobić to trzeci dzień z rzędu.
      – Jesteś niemożliwa  – powiedział, wchodząc kolejny raz tego wieczora do mojego pokoju, w ręce trzymając następny kubek z herbatą. – Jak się czujesz?
      – Wystarczająco dobrze, by umieć jeszcze odpowiadać z przekąsem. – Patrzyłam, jak odkłada kubek na nocną szafkę. – Dziękuję.
      – Proszę bardzo. – Vincent posłał mi uśmiech i położył się na dywanie, by nie dać się zarazić, a jednocześnie być blisko, gdybym jeszcze czegoś potrzebowała po kolejnym ataku kaszlu czy gdyby zabrakło mi chusteczek.
     Uśmiechnął się do mnie, po czym wyciągnął dłoń i chwycił za moją, by tak trwać tego wieczoru, kiedy nie chciałam już dłużej walczyć z gorączką. W końcu przyszła pora na odpoczynek. Bo jestem przecież tylko człowiekiem.
     
     Czasami można próbować nam wmówić, że jesteśmy nie do zastąpienia, ale nie w miłym tonie, który by się nam podobał, ale jako stwierdzenie faktu, którego nikt i nic nie może zmienić. Ma to na celu pokazanie nam, że choćby padali na twarz ze zmęczenia wywołanego przez codzienne, kilkugodzinne dojazdy do pracy i przeziębienie lub grypę, które wyciągnęły ręce w stronę naszej odporności, nadal musimy pracować, by zarabiać i by wszystko miało ręce i nogi, bo jeśli tego nie zrobimy, ktoś inny przyjdzie na nasze miejsce. Wmawia się nam, że pracujemy dla siebie, nie dla innych, ale kiedy sobie odpuścimy, by na chwilę złapać oddech, wieszane są na nas psy, a ktoś stoi za plecami i pilnuje, byśmy nadal wykonywali swoje obowiązki, choć jedyne, o czym myślimy, to klient, którego pewnie spotkamy, bo tak mamy w grafiku, i gorączka, która od paru dni nie pozwala o sobie zapomnieć.
      Czasami zapomina się o tym, że jesteśmy tylko ludźmi. Istotami, które mogą chorować czy chwilowo nie domagać. Mówi się, że wszystko da się zrozumieć, bo nie jesteśmy maszynami, ale kiedy tylko zaczynamy czuć się niewyraźnie w momencie, kiedy w pracy robi się mały młyn, zdajemy się być automatami. A przynajmniej tak u mnie to wygląda i strasznie psuje humor.
     Na szczęście mam obok siebie kogoś, kto dostrzega, że jestem tylko człowiekiem i kto potrafi zmusić mnie do odpoczynku zamiast do przeistoczenia się w robota.
     Tego ci życzę - byś w otoczeniu miał kogoś, kto zawsze będzie rozumiał, że jesteś człowiekiem i nic, co ludzkie, nie jest ci obce. Inaczej blisko będzie szaleństwa. 

środa, 14 listopada 2018

#14.11.



Kiedy ruszasz w nieznane...

      Nie przepadałam za bardzo dużymi miastami, gdzie ludzi było tak wiele jak mrówek w mrowisku, ale nauczyłam się w nich żyć i korzystać z tego, co sobą dają. Kolejna w życiu przejażdżka metrem nie była tak fascynująca jak pierwsza (tę moglam przyrównać do pierwszego lotu, który odbyłam, dzieckiem będąc), bo była taka, jak pociagiem, tyle że krótsza. O wiele bardziej fascynujące było dla mnie to, że w połowie tygodnia Vincent wyrwał mnie z naszego miasta do Londynu, by spędzić tutaj nasz pierwszy oficjalnie wspólny, krótki urlop. 
      Bałam się tego, a jednocześnie byłam tym całym wypadem podekscytowana. Tylko my we dwoje. To sprawiało, że kotłowały się we mnie sprzeczne uczucia. Starając się nad nimi zapanować, chyba za mocno ścisnęłam dłoń mężczyzny, bo niespodziewanie usłyszałam tuż przy uchu jego głos.
      - Wiesz, że to boli, prawda?
      - Przepraszam. Ja tylko... Trochę się denerwuję.
       Nie pozwolił mi zabrać dłoni, splótł nasze palce.
       - Nie masz czego. Przy mnie nic złego ci się nie stanie, a ja też nie myślę o tym, by cię skrzywdzić. - Jego ciepłe wargi na moim policzku dodały mi otuchy.
      - Dziękuję.

      Nie każdy z nas jest zwolennikiem zmian. Nie każdy z nas lubi też doświadczać czegoś nowego - strach przed nieznanym może nas bardzo zablokować i doprowadzić do tego, że nawet nie spróbujemy. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, nie należy jednak później winić kogoś innego, że nawet się nie spróbowało, choć mogło po tym nastąpić coś rewelacyjnego.
     Sama podchodzę z dystansem do tego, co dla mnie nieznane. Nie jestem radosna na samą myśl o poznaniu nowej osoby czy zmianie miejsca zamieszkania - przy wyjeździe na studia miałam ogromny problem, by się w ogóle zmierzyć z taką zmianą - ale już wiem, że czasami pójście w nieznane może przynieść ze sobą coś niesamowitego. Właśnie jestem w trakcie wchodzenia w coś nowego, co mi wychodzi, bo nie robię tego sama. I chyba w tym tkwi cała magia.
     Życzę ci, byś czasem umiał wyjść ze swojej strefy komfortu i ruszył w nieznane; może to, co się wydarzy, zmieni coś na lepsze? 

środa, 7 listopada 2018

#07.11.



Kiedy świat chce cię zaskoczyć, ty zaskocz świat

Nie obudziłabym się, gdyby nie promienie światła, które wpadały przez okno mimo zaciągniętych rolet i łaskotały mnie po twarzy swoim ciepłem. Kiedy otworzyłam oczy, potrzebowałam chwili, by przypomnieć sobie, gdzie jestem i dlaczego widzę twarz śpiącego Vincenta naprzeciwko swojej. Wspomnienie wczorajszego wieczora dopadło mnie w końcu i wywołało rumieńce na policzkach. Oglądaliśmy w piątkę mecz, ja byłam bardzo zmęczona i zasnęłam z głową na ramieniu przyjaciela, nim zabrzmiał ostatni gwizdek. Myślałam, że mnie obudzi i każe iść do siebie, a on nie dość, że pozwolił mi spać na kanapie w salonie, to jeszcze mi towarzyszył. Czy to znaczyło coś więcej? Wpatrzona w tę piękną niczym należącą do rzeźby twarz uniosłam dłoń, by opuszkami palców dotknąć choćby policzka, ale zawahałam się. Nie chciałam budzić go za wcześnie, to ja musiałam zbierać się do pracy, nie on. Uniosłam się lekko i, starając się go nie obudzić, spróbowałam wydostać się z objęć kanapy. Nie zdążyłam jednak tego dokonać, bo oto doszły mnie czyjeś głosy, a w salonie zjawili się Nicholas i Matt. Ten drugi z kamerą w dłoniach, kiedy pierwszy tłumaczył głośno: – A tutaj znajduje się salon, gdzie... O, cześć, Tania. – Przyjaciel zatrzymał się raptownie. – Nie chcę przeszkadzać, ale co wy tu jeszcze robicie? – Coś chyba do niego dotarło, bo nagle otworzył szeroko oczy. – Dlaczego spaliście tutaj razem?! Nie znałam odpowiedzi na to drugie pytanie, w tej chwili potrzebowałam wstać i się rozciągnąć, czego nie ułatwiało to, że musiałam przejść nad Vincentem, który westchnął i otworzył oczy. – Chciałem skorzystać z okazji, dopóki Tania jeszcze mnie stąd nie wywaliła, i się do niej poprzytulać, ale mi to przerwałeś. – Nie wyglądał na zadowolonego. – A czemu tak krzyczysz od rana? I o co chodzi z tą kamerą? – Przecież mówiliśmy wczoraj, że chcemy nakręcić nowy filmik na stronę, by zachęcić ludzi do przyjazdu tutaj i spędzenia miło chociażby weekendu – wyjaśnił Matt, wciąż operując kamerą w każdą możliwą stronę, jakby naprawdę konieczne było zebranie materiału akurat teraz. Kochany Walijczyk pomógł mi opuścić kanapę i wdał się w dyskusję z kolegami, kiedy ja przeszłam do łazienki, by się ogarnąć po nocy. Byłam właśnie w trakcie szorowania zębów, kiedy Vin zapukał do drzwi, a na moje krótkie: „czego?”, wszedł do środka i również wziął się za tę samą czynność. Przy okazji przeczesał oklapłe włosy. – Ale dlaczego masz coś przeciwko? – dopytywał się Nick, bębniąc palcami w drzwi. – Przecież dobrze wiesz, że musimy pokazać coś zaskakującego, a takie są właśnie poranki, kiedy jest tu tak jasno. – A nie mogłeś nam powiedzieć, że ruszasz z kręceniem już dzisiaj? – też zapytałam. – Albo kręcić ujęcia tylko na górze? – Chciałem pokazać wszystkie piętra – obruszył się. – Nie spodziewałem się po prostu zastać jakiekolwiek przeszkody, powinniście przecież nocować w swoich pokojach. – Ale nie nocowaliśmy – zauważył Vin, kiedy wróciliśmy do salonu, wciąż będąc pod ostrzałem wielkiego oka. – I przez to nie mam nic zaskakującego – westchnął Nick i opadł na kanapę, gdzie nie tak dawno leżałam razem z moim enpe. Vincent spojrzał na mnie, potem na Nicka i Matta, uśmiechnął się. – Może mam coś, co będzie zaskakujące – powiedział. – Ale nie mogę obiecać, jak się skończy. Patrzyłam uważnie, jak zbliża się do komody, na której trzymaliśmy wiele pamiątek przysyłanych przez stałych, zadowolonych klientów, przyklęknął, by z jednej z szuflad coś wyciągnąć, a w pomieszczeniu zjawiła się Chloe, która normalnie o tej porze chodziła pobiegać. – Co tu się dzieje? – zapytała. Nicholas wziął na siebie wtajemniczenie jej, a ja nie odrywałam wzroku od bruneta, który zbliżał się powoli w moją stronę z małym pudełeczku w dłoni. Rozpoznałam, że to pudełeczko to moja ostatnia pamiątka z pobyty u rodziny w Belize; wraz z kuzynką kupiłyśmy sobie po pierścionku z oczkiem w kolorach flagi narodowej. Jeszcze nigdy go nie założyłam, choć od powrotu z rodzinnego kraju minął ponad rok, jakoś nie było ku temu okazji. Czekałam na to, co się wydarzy, serce zaczęło bić mi mocniej, a Matt nie przestawał kręcić, kiedy Vincent zatrzymał się i uklęknął przede mną. W pokoju zapadła cisza. Do środka nadal wpadały promienie porannego słońca, z kuchni dobiegało tykanie zegara, a my wstrzymaliśmy oddech, bo wiedzieliśmy, co mężczyzna chce zrobić. Vincent uśmiechał się delikatnie, w jego oczach kryły się złośliwe iskierki. – Wiem, że to będzie zaskakujące, bo takie nagłe i prosto z rana, ale co mi tam. Tania, wiesz, co do ciebie czuję. Wiesz, że jesteś moim największym marzeniem. Wiesz, że zrobię wszystko, byś była szczęśliwa. Zawsze. Ja będę szczęśliwy tylko pod jednym warunkiem. – Nie wiem, czy ćwiczył, ale ta przemowa wywołała w moim brzuchu motylki, które poderwały się do nagłego lotu. – Wyjdziesz za mnie? Nie widziałam twarzy współlokatorów, ale mogłam się spodziewać widoku zaskoczenia. A czy właśnie nie tego chciał Nick? Show należało pociągnąć dalej. Uśmiechnęłam się do enpe i wyciągnęłam przed siebie lewą rękę w wiadomym celu. – Tak. Zrobię to.
Świat jest skomplikowany, piękny, ale też straszny. Każdego dnia może dać coś, czym zaskoczy, zbije z pantałyku, zaszokuje. Tak już jest skonstruowany. Czy możemy być przygotowani na wszystko, co nam przyniesie kolejnego dnia? Raczej nie. Ale można zrobić coś innego – zaskoczyć świat, nim ten to uczyni.
Nie musi to być coś wielkiego. Możesz nagle ogłosić na portalu społecznościowym jakąś prawdę o sobie i dostać za nią lajki oraz komentarze czytelników też głośno wykrzyczeć na środku drogi, że nienawidzisz profesora z matematyki, bo przez niego nie rozumiesz jej jeszcze bardziej – zaskoczeniem będzie miejsce wybrane na taką deklarację. Możesz również przyjąć oświadczyny Najlepszego Przyjaciela, w którym jesteś totalnie zakochana, i później tłumaczyć się, dlaczego nikt nic nie wiedział o tym, że kiedykolwiek byliście w związku. Ten moment, kiedy inni będą zaskoczeni, może przynieść jakąś satysfakcję lub też postawić jasno sprawy, które do tej pory były odrobinę skomplikowane.
Tego ci życzę – byś czasami zaskakiwał świat. Wtedy przekonasz się, że świat nie widział jeszcze wszystkiego.


Można się było spodziewać również okrzyków, jakie towarzyszyły umieszczaniu pierścionka na moim palcu. Słyszałam, że ktoś coś krzyczy, ale nie rozumiałam poszczególnych słów. Dla mnie w tamtej chwili istniał tylko Vincent, stojący przede mną i należący do mnie. Uśmiechnięty i bliski szczęścia, o którym mówił. Kiedy przygarnął mnie do siebie, by mocno przytulić, czułam, że jestem w miejscu, do którego zmierzałam. Kiedy pocałował mnie w czoło, zarumieniłam się, bo ta czułość mnie uwodziła. Ale chciałam więcej. I kiedy już chciano gratulować nam wspaniale odegranej scenki, która na pewno nada się do filmu, chwyciłam twarz Vina w dłonie, przystanęłam na palcach i pocałowałam go, nie dbając o to, że mamy widownię. Dla mnie liczył się tylko on. Był zbyt zaskoczony, by odpowiedzieć, ale to nie było ważne. Nie tak ważne jak coś innego, do czego w końcu dojrzałam. – Tania... – Nie rozumiał, dlaczego tak odsłoniłam się z tym, co czułam, ale to wciąż nie było wszystko. Chciałam zaskoczyć go jeszcze bardziej. – Kocham cię – wyznałam cicho, a granat w jego oczach rozpłynął się, kiedy dotarło do niego moje wyznanie miłości. Najwspanialszy uśmiech na świecie zagościł na najpiękniejszej twarzy, najwspanialszy człowiek na świecie wzruszył się tylko dlatego, że ja w końcu byłam odważna i mogłam dać mu to, na co zasługiwał. – Ja ciebie też – wyszeptał i znowu porwał mnie w ramiona, tym razem po to, by pocałować mnie tak, jak od dawno tego chcieliśmy. Wreszcie bez żadnych niedomówień. Tak samo zakochani i tak samo szczęśliwi. – Chwila! – wykrzyknął Nick, kiedy pocałunek mój i ukochanego trochę się przedłużył, uciszył tym samym oklaski zachwyconej Chloe. – Czy my dobrze rozumiemy? To było NAPRAWDĘ? Jesteście w sobie zakochani? Spojrzałam na Vincenta, on na mnie i zgodnie mogliśmy tylko powiedzieć: – Tak. Nicholas zmarszczył nos. – I te oświadczyny były bardziej prawdziwe, niż może nam się to wydawać? Vincent chwycił mnie za dłoń bez pierścionka i splótł nasze palce. – Jeśli tylko Tania tego chce, ja już jestem pewny. Znaliśmy się ponad sześć lat. Nie wiedziałam, kiedy enpe się we mnie zakochał, ale wiedziałam, kiedy ja zaczęłam dostrzegać go w ten szczególny sposób. Myśl o tym, że moglibyśmy być razem przez kolejne lata, wywoływała u mnie jedynie uśmiech i podekscytowanie. Chciałam tego. Chciałam swojej przyszłości z nim i to jak najdłuższej. – Nie mam nic przeciwko temu – odpowiedziałam, za co otrzymałam kolejnego całusa. – Ale wy przecież nie jesteście parą – zauważył Matt zza kamery. Wzruszyłam ramionami. – No to teraz jesteśmy. Jeszcze jakieś pytania? Nie było żadnych, bo wszystko stało się jasne. Wreszcie można było ruszyć na nas z gratulacjami. Ten dzień był inny. Musiałam tłumaczyć się rodzinie przez telefon, że film, który Matt wrzucił już na Facebooka, nie jest ustawiony, ze Vin naprawdę się oświadczył – choć pierścionek nie był jakiś piękny, bo za kilka dolarów, to dla mnie stał się największym skarbem – a ja go przyjęłam, naprawdę go kocham i chcę z nim być. Rodzice byli wniebowzięci, bo nazywanie Vincenta „zięciem” w końcu miało znaczenie, Luna zaśmiewała się ze mnie, karmiąc małego Williama, a moi bracia mieli to gdzieś, bo – jak to powiedział Rami – „to było wszystko, czego się spodziewali po naszej dwójce”. Musiałam tłumaczyć się również w pracy, gdzie też niedowierzano, że nagle z singielki stałam się czyjąś narzeczoną, ale nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam, że kiedy wrócę do domu, będzie w nim czekał na mnie człowiek, który wybrał mnie na towarzyszkę życia i którego ja wybrałam do pełnienia tej samej roli. Od teraz mogłam liczyć na nieskończoną ilość pocałunków i przytuleń, na trochę kłótni, ale i wiele radości, innej niż do tej pory, głębszej, bo tylko naszej. To było moje szczęście. Naprawdę miło było do niego dorosnąć.

środa, 31 października 2018

#31.10.



♫ Quiero que no te falte nada ♫

      Wiedziałam, że tak będzie wyglądał ten wieczór. Zapach dyniowego ciasta i popcornu unosiły się w powietrzu i atakowały nosy już od samego wejścia do domu. W tle składanka piosenek z horrorów, spod sufitu wiszące nietoperze i duchy, których przygotowanie zabrało Chloe kilka ostatnich wieczorów. A do tego śmiech i przekomarzania nie tylko moich przyjaciół, ale także gości, którzy tegoroczne święto zmarłych i poprzedzające je Halloween chcieli spędzić u nas.
     Wśród tylu rzeczy do ogarnięcia, by wszyscy byli zadowoleni i w odpowiednich nastrojach zasiedli wspólnie przed ekranem telewizora z chęcią obejrzenia kilkugodzinnego maratonu z krwią i zombie w tle, niewiele miałam okazji, aby zatrzymać się przy Vincencie i zamienić z nim choć słowo. Widziałam, że coś go dręczy, ale musiałam zrobić tyle innych rzeczy, nim w końcu, wraz z rozpoczęciem pierwszego filmu, którego nie lubiłam i nie zamierzałam oglądać, znaleźć się obok niego.
     – Cześć – przywitałam się, stając przed nim, gdy w kuchni nie było nikogo więcej, więc nikt nie mógł nam przeszkodzić. –  Co słychać?
      – Nic nowego – odparł, chowając wytarty talerz do szafki.
      Podeszłam bliżej, dotknęłam dłonią jego policzka.
      – Powiedz mi, co cię dręczy.
      Westchnął, po czym spojrzał na mnie, a w jego oczach jawił się smutek.
      – To nic takiego, po prostu... Bardzo dużo myślałem dzisiaj o tacie. Czy gdyby żył, nie żałowałby tego, że taki syn odziedziczył po nim gościniec. Poza tym dotarło do mnie, że tak bardzo za nim tęsknię. Za nim i za mamą. 

     Tęsknota. Uczucie braku czegoś lub kogoś istotnego dla danej osoby. Odczuwalna bardzo często, u niektórych wręcz cały czas. Niektórzy nie wyobrażają sobie dalszego życia po tym, jak tęsknota zagościła w ich sercach i mocno się w nich rozsiadła. Sama odczuwam tęsknotę, najbardziej pod koniec października i z początkiem listopada. Pewnie wielu z Was ma tak samo, co po części jest wynikiem religii. Nie zmienia to faktu, że tęsknimy. A czasami ta tęsknota może być zbyt bolesna, by radzić sobie z nią w pojedynkę.
      Mogę nie rozumieć, dlaczego ktoś w moim otoczeniu za kimś lub za czymś tęskni, ale mogę spróbować postawić się na jego miejscu, pomyśleć o tym, za czym sama tęsknię i w tej tęsknocie się zjednoczyć. W grupie siła, jak to mówią. Nawet jeśli chodzi o wspólne tęsknienie, to w gronie znosi się je znacznie łatwiej. A poza tym, mając kogoś obok siebie, tęsknota aż tak nie ciąży, a jest uczuciem, z którym przychodzi także pamięć, a nie tylko ból.
      Życzę ci, byś chciał tego, co ja - nie tęsknił tęsknotą, która przynosi jedynie ból, ale za taką, za którą czai się pamięć. Oraz żebyś umiał współtęsknić. To może znaczyć dla kogoś naprawdę wiele.

      Przytuliłam się do Vincenta, zawiesiłam wręcz na nim, ale wiedziałam, że tego potrzebuje. Uczucia, że nie tylko w nim szaleją tego dnia takie emocje.
      – Ja również tęsknię za tymi, którzy odeszli z mojego życia – wyszeptałam. – Może moja tęsknota jest o wiele mniejsza od twojej, ale wiem, co czujesz. Jestem tutaj, Vincent. Jestem tutaj, możesz mi powiedzieć wszystko. Zawsze.
     Oddał uścisk, poczułam, jak muska ustami moją szyję. Przymknęłam oczy i pozwoliłam sobie tak trwać pomimo nagłych okrzyków Nicka, który najwyraźniej wystraszył się jakiegoś trupa. Tylko ja i Vincent. W tej samej, choć tak różnej tęsknocie.
     Bo każdy z nas może po prostu tęsknić. 
Hope Land of Grafic